Turcja w serialowym zwierciadle – rozmowa z Wiśnią

Wiśnia

Wiśnia od roku ogląda i w satyrycznej formie recenzuje tureckie seriale, jak również wyszukuje i opisuje charakterystyczne dla nich cechy. Swoje opinie publikuje na blogu http://cojaogladam.blox.pl/. O tym, jak wygląda kopalnia wiedzy o tureckich gustach i kulturze masowej, opowiada w kolejnej części cyklu wywiadów z okazji Roku Języka Tureckiego. Zapraszam do lektury!

Co było pierwsze: zainteresowanie tureckimi serialami, czy Turcją i jej kulturą w ogóle?

Seriale były pierwsze. Były dla mnie ogromną zagadką, bo zauważyłam ich rosnącą popularność w naszym kraju, a dotąd nie interesowałam się niczym, co nie pochodziło zza zachodniej granicy Polski. Gdy już wgryzłam się w temat zobaczyłam, że oprócz samych historii opowiadanych w tureckich serialach, interesują mnie rzeczy, które są niejako obok, czyli język o pięknym brzmieniu oraz tradycje, zwyczaje dnia codziennego, a nawet typowo tureckie łakocie.

Zauważyłam, że TVP pokazuje coraz więcej tureckich seriali, choć sama nie zaczęłam śledzić żadnego z nich. Czy można uznać, że mają one w sobie coś charakterystycznego? Coś, co np. odróżnia je od polskich?

Od polskich odróżnia je przede wszystkim sama długość odcinków, chociaż akurat TVP emituje wersje „na eksport”, czyli krótsze, z innym montażem. Normalnie jeden odcinek potrafi trwać nawet dwie i pół godziny, co uważam za szalone, bo nawet niektóre filmy pełnometrażowe trwają krócej. Ale i treść zasadniczo różni się od polskich. W tureckich serialach wszystko dzieje się „bardziej”. Ich bohaterowie żyją intensywniej, kochają mocniej, nie wstydzą się okazywać emocji. Jak się kłócą, to lecą wióry. Bywa, że problemy spadają na nich z siłą lawiny, a oni muszą sobie jakoś radzić. Duże znaczenie ma też dla nich rodzina, seniorów rodu traktuje się z ogromnym szacunkiem. Do tego często można zobaczyć bajeczne bogactwo, którego u nas nie ma. Historie opowiadane w tureckich serialach są często bardzo smutne i przytłaczające, nie zawsze można oczekiwać happy endu. Nigdy też nie są mdłe.

Które seriale mogłabyś zdecydowanie polecić, a które odradzić?

Komuś, kto nie chce od razu wkraczać w świat typowych tureckich seriali zdecydowanie polecam „Fi”, które jest trochę „zachodnie”. Jego siłą jest znakomita obsada i nieprzewidywalna fabuła.

Wielbicielom komedii romantycznych z nutką goryczy polecam „Kiralık Aşk”, bo to naprawdę świetny serial, pełen barwnych postaci, wciągający i naprawdę zabawny. A odradzania wolałabym uniknąć. I tak zbyt często robię to na swoim blogu. Każdy ma swój gust, a wybór tytułów jest tak bogaty, że można zaryzykować i samemu obejrzeć pierwszy odcinek, a potem zdecydować, czy chce się oglądać dalej.

Czy „Fi” i „Kiralık Aşk” mają polskie tytuły i były pokazywane w Polsce?

Oba seriale niestety nie były emitowane w polskiej telewizji. „Fi” polskiego tytułu nie ma, zaś „Kiralık Aşk” można znaleźć pod tytułem „Miłość na wynajem”.

Co oglądasz ostatnio?

Serial „Poyraz Karayel”, który jest bardzo dobry, przez co nie mogę zbytnio marudzić. Turecka wersja tytułu to po prostu imię i nazwisko głównego bohatera. W Polsce serial funkcjonuje pod tytułem „Dla mojego syna”, co jest odniesieniem do jego treści. Tak jak w przypadku tamtych dwóch produkcji, tak i tego serialu próżno szukać w naszej telewizji.

Czy bohaterowie seriali przypominają prawdziwych Turków, czy też są w jakiś sposób przejaskrawieni?

Wydaje mi się, że wszędzie na świecie telewizja przekrzywia nieco obraz świata i ludzi, i ci serialowi Turcy bywają naprawdę niewiarygodnie przerysowani, nawet w oczach kogoś, kto nie ma styczności z tymi „prawdziwymi” Turkami. Takie przerysowania zdarzają się zwłaszcza w komediach. Jednak bohaterowie seriali muszą mieć w sobie cechy prawdziwych Turków, bo to w końcu ich odbicie. Nawet jeśli pewne cechy bohaterów są przejaskrawione, nie wyklucza to ich istnienia w prawdziwym życiu. Ale na ten temat lepiej wypowiedzieliby się ludzie, którzy na co dzień mają do czynienia z rodowitymi Turkami.

Czy tureckie seriale kostiumowe, takie jak popularne także w Polsce „Wspaniałe stulecie”, faktycznie odtwarzają realia danej epoki?

Należy zacząć od tego, że „Wspaniałe Stulecie” to jest widowisko rozrywkowe. To nie serial dokumentalny, w którym wszystkie fakty historyczne mają zgadzać się co do joty. Wybrano bardzo ciekawe czasy i jeszcze ciekawszych bohaterów, jednak twórcy musieli zastosować pewne ubarwienia, uproszczenia, czy nawet nagięli parę prawd historycznych. Czytałam, że wiele osób było zbulwersowanych wizerunkiem Sulejmana ukazanym w serialu. Albo że Hürrem w rzeczywistości nie miała aż takich wpływów, jak w serialu. Nie wspominając już o takim niuansie jak to, że Anna Jagiellonka, która według przekazów była bardzo brzydka, została zagrana w serialu przez piękną aktorkę. Dobrze, jeśli poza przyjemnością w trakcie oglądania, „Wspaniałe Stulecie” zachęciło (i zachęca nadal) ludzi do zagłębienia się w dzieje Imperium Osmańskiego.

Oprócz samego serialu obejrzałam także mini serię dokumentalną, odsłaniającą kulisy powstawania tej superprodukcji. Nie mam żadnych wątpliwości, że osoby odpowiedzialne za scenografię, kostiumy, czy rekwizyty dołożyły wszelkich starań, aby serial jak najlepiej oddawał ducha tamtych czasów, a jednocześnie był możliwie najatrakcyjniejszy dla widzów. W odtwarzaniu realiów dawnych epok w serialach ważne jest nie tylko całkowite trzymanie się faktów historycznych, ale przede wszystkim przedstawienie ich w przystępny i ciekawy dla współczesnego widza sposób. „Wspaniałemu Stuleciu” się to udało.

Uczysz się tureckiego?

„Uczę” to chyba nie najlepsze określenie, bo kojarzy mi się ono z lekcjami w szkole. Ale fakt faktem, że pochłaniam ostatnio coraz więcej tureckich słówek, robię notatki, nawet kupiłam sobie niedawno podręcznik na poziomie A1/A2 i przynajmniej próbuję zaznajomić się z tym językiem.

Jaki to podręcznik? Czy w Polsce trudno o materiały do nauki tureckiego?

Jest to kurs wydawnictwa Edgard. Nagrania audio plus podręcznik. Chociaż na brak osłuchania nie mogę narzekać i bez tych nagrań, gdyż godziny spędzane na słuchaniu oryginalnych dialogów robią swoje. Ale wracając do materiałów do nauki, to niestety większego wyboru nie ma. Angielski, niemiecki, włoski – od ręki w każdej księgarni, a turecki już nie.

W Turcji trwa właśnie Rok Języka Tureckiego. Czy zetknęłaś się z jakimiś informacjami na ten temat?

Czytałam o tym coś przy okazji researchu na tematy serialowe. Jednak przyznaję się bez bicia, że nie zgłębiałam tego tematu.

Dziękuję za rozmowę i życzę satysfakcji w odnajdywaniu kolejnych perełek.


Oznaczone , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *