Tuwiński śpiew gardłowy – rozmowa z Aidysem Norbu

Aidys Norbu

Kilka miesięcy temu na blogu pojawił się wywiad z Marcinem Ulatowskim, polskim samoukiem śpiewu gardłowego. Wynika z niego, że w Polsce istnieje już niewielkie, lecz prężne środowisko pasjonatów tej sztuki. Teraz mogą oni pobierać nauki u samego źródła dzięki Aidysowi Norbu, który pochodzi z Tuwy, od niedawna mieszka w Warszawie, a warsztaty śpiewu gardłowego prowadzi w różnych miastach Polski. Niedawno miałam okazję poznać go osobiście, czemu zawdzięczam tę rozmowę. Zapraszam do lektury o źródłach tuwińskiej muzyki, drodze Aidysa do doskonalenia własnego głosu i jego doświadczeniach z polskimi uczestnikami warsztatów.

Śpiew gardłowy to jeden z głównych elementów tuwińskiej kultury. Co stanowi o jego wyjątkowości?

Śpiew gardłowy jest jednym z najważniejszych czynników, które kształtują mentalność Tuwińca, jego spojrzenie na świat i postrzeganie środowiska oraz siebie samego. Śpiew gardłowy bardzo dobrze opisuje miejsca, w których żyjemy. Jest to sposób opisu przyrody i kontaktu z nią. Z duchami, które nas otaczają. W śpiewie gardłowym wyczuwamy swój charakter, swoje dążenie do posuwania się naprzód i jedności.

Dla tuwińskiego śpiewu gardłowego charakterystyczna jest jego medytacyjność i ścisły związek z przyrodą, bytem i codziennym życiem koczownika.

Czy to znaczy, że większość Tuwińców umie tak śpiewać albo przynajmniej ma zdolności w tym kierunku?

Oczywiście, nie wszyscy potrafią, ale wychowują się w otoczeniu śpiewu gardłowego i odpowiadającej mu przyrody. Można tak powiedzieć nie tylko o Tuwińcach, lecz także o innych narodach.

Jakich?

Wszystkich. Gdy Kazach słyszy dombrę, może wyobrażać sobie stepowe kraje. Rosjanin, gdy słyszy ludowe pieśni, może oczami wyobraźni widzieć brzozy.

Czy śpiew gardłowy jest tylko melodią, czy też mogą towarzyszyć mu słowa?

Zwykle śpiewamy słowami, tylko podczas improwizacji bez słów.

Kiedy Pan sam zaczął śpiewać?

Zacząłem interesować się śpiewem gardłowym, gdy miałem 13 lat. Próbowałem naśladować śpiew Kongar-ooła Ondara (Конгар-оол Ондар) i Kajgał-ooła Chowałyga (Кайгал-оол Ховалыг) i wykonywać ich pieśni. W mojej wsi byli też inni chłopcy, którzy zajmowali się śpiewem gardłowym. I tak powoli zaczęło mi się udawać. Potem należałem do pozaszkolnego folklorystycznego kółka muzycznego. Tam wiele mnie nauczył Chejmer-ooł Kim-oołowicz Chowałyg (Хеймер-оол Ховалыг). Potem poszedłem na studia, ale nie na kierunek muzyczny. Muzyka pozostała dla mnie ukochanym hobby.

Przeprowadził Pan już w Polsce wiele warsztatów śpiewu gardłowego. Jak znalazł się Pan właśnie tu?

Mam tu córkę. Wcześniej przyjeżdżałem tu systematycznie. Matka mojej córki prowadzi projekt „Baśnie Ludów Ziemi”. Są to opowieści i legendy, którym towarzyszy muzyka. Czasami również w nich uczestniczę.

Później zauważyłem, że wielu ludzi w Polsce interesuje się śpiewem gardłowym. Wtedy postanowiłem, że spróbuję nauczać śpiewu. Przecież propagowanie elementów kultury na świecie przynosi tylko pożytek.

Można się z tym tylko zgodzić. Jakie wrażenia odniósł Pan po zajęciach z Polakami?

Wspaniałe. Zajęcia odbywają się wesoło i z humorem. Gdy ktoś po raz pierwszy próbuje śpiewać, na początku wydobywają się tak dziwne i niezwykłe dźwięki, że wszyscy się śmieją. Ale śmiech i zabawa kończy się, gdy udaje im się wydobyć prawidłowy dźwięk chöömeju. Wtedy już można zauważyć, że człowiek jest pod wrażeniem nowego doświadczenia i nabiera chęci zajmowania się tym na poważnie.

Jeśli ktoś chce na poważnie uczyć się śpiewu gardłowego, z pewnością czeka na kontynuację zajęć?

Oczywiście. Czasem proponuję zajęcia indywidualne. Najlepiej jest, gdy można skupić uwagę na jednej osobie. Wtedy lepiej wyczuć i zorientować się, jakie kroki podjąć dalej, gdyż bardzo łatwo pójść niewłaściwą drogą i rozczarować się. Zdarza się, że ludzie przychodzą na warsztaty po kilka razy. Ja rozpoznaję ich i jestem ciekaw, co udało im się osiągnąć po pewnym czasie.

Pewien człowiek przyszedł na warsztaty trzy razy i prawie udało mu się zacząć śpiewać. Mówi, że wcześniej odnosił się do tego sceptycznie, ale teraz aż oczy mu błyszczą.

Aidys

Czy ludzie, którzy zainteresowali się śpiewem gardłowym, zaczynają się także interesować samą Tuwą i jej kulturą?

Nie jestem pewien. Wielu myli Tuwę z Mongolią.

Pewnie dlatego, że jesteście sąsiadami i w mongolskiej kulturze śpiew gardłowy jest równie ważny. Czy między tuwińskimi i mongolskimi tradycjami muzycznymi są duże różnice?

W tuwińskim śpiewie gardłowym bardziej się ceni niskie dźwięki. W mongolskim – wysokie. Im wyższe dźwięki może śpiewak wydobyć, tym wyższy jego profesjonalizm. W atmosferze mongolskiego śpiewu gardłowego czuć jakąś siłę Czyngis-chana, a śpiew tuwiński jest łagodniejszy. Są też różnice w charakterze i sposobie wykonania melodii oraz wykorzystaniu śpiewu gardłowego. W tuwińskim śpiewie gardłowym zwykle wykorzystujemy owertony. Gdy melodia się zmienia, zmieniają się przede wszystkim owertony, a w mongolskim śpiewie – i owertony, i burdony.

Co oznaczają te pojęcia?

Wykonując śpiew gardłowy, wydobywa się dwa dźwięki: jeden niski, a drugi wysoki. Niskie rejestry to burdony, a wysokie – owertony.

Jaka muzyka jest teraz popularna w Tuwie? Śpiew gardłowy czy muzyka estradowa?

Różnie. Mamy też swoją popkulturę i czasem miesza się ona ze śpiewem gardłowym, dając ciekawy efekt. Śpiewu gardłowego słucha się często z powodu skojarzeń z ojczyzną. W czasach radzieckich pojawiła się też tuwińska estrada, która łączyła elementy ludowe z nowoczesnymi.

Huun-Huur-Tu
Aidys Norbu (w środku) i zespół Huun-Huur-Tu

Informacje o nadchodzących warsztatach Aidysa Norbu można znaleźć na blogu w zakładce „Wydarzenia”. Gdybyście chcieli zaprosić go na spotkanie w jakiejś miejscowości, piszcie na Aidys87[at]mail.ru.


Oznaczone , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *